Małgorzata Kulis

Koronawirus sporo zmienił. Dzisiaj, gdy mamy do czynienia z odmrażaniem gospodarki, pojawia się wiele pytań. Jak szybko wrócimy do tzw. „normalności” i jak ona będzie wyglądać pytamy Małgorzatę Kulis, dyrektor zarządzającą Volvo Trucks Polska

 

 

 

 

 

 

Jak zmieni się rynek w związku z epidemią wywołaną koronawirusem?

Sytuacja związana z Covid-19 na pewno wpłynie na zmiany w branży transportowej. Myślę, że nastąpią pewnie przegrupowania, konsolidacje oraz bankructwa. Trudno dzisiaj przewidzieć, w jakim stopniu rynek pojazdów użytkowych w Polsce zostanie dotknięty konsekwencjami tego, co się wydarzyło i zapewne jeszcze się wydarzy. Drugi kwartał na pewno będzie najsłabszy w tym roku, co wynika m.in. z tego, że wiele fabryk zostało zamkniętych. Liczba pojazdów dostępnych na rynku do sprzedaży została, zatem ograniczona. Pomijając wydłużone decyzje zakupowe naszych klientów, niższa liczba rejestracji będzie pogłębiona właśnie przez ograniczoną i opóźnioną dostępność pojazdów.

 

Od jakiegoś czasu mówiło się o nadchodzącym kryzysie. W jakim stopniu Covid-19 się do niego przyczynił? Czy jest szansa na odbicie?

Już w minionym roku mówiliśmy, że 2020 r. będzie słabszy od 2019. Nie należy zapominać, że jesteśmy po 5 latach wzrostu i przewidywaliśmy, że ten rok wykaże korektę. W marcu i kwietniu spadek rejestracji był bardzo duży, znacznie większy niż mogliśmy to pierwotnie przewidzieć. Mimo wszystko, jestem umiarkowaną optymistką. Myślę, że trzeci i czwarty kwartał pokażą stabilizację i zainteresowanie zakupami pojazdów ciężarowych wzrośnie, a co za tym idzie, spadek sprzedaży zostanie trochę nadrobiony. Moim zdaniem, w tym roku rynek całkowity pojazdów ciężarowych o dmc powyżej 16 ton, w porównaniu do 2019, spadnie o ok. 30–35%. Wszyscy trochę nadrobimy i korekta będzie mniejsza niż obecnie ma to miejsce.

 

Jakie panują dzisiaj nastroje wśród firm transportowych? Czy są skłonne inwestować w nowe pojazdy?

Dużym problemem, nie tylko dla branży transportowej, ale generalnie całej gospodarki są zatory płatnicze. To jak sobie wszyscy poradzimy w tej sytuacji zależy od konsensusu wszystkich podmiotów, które w całym łańcuchu dostaw są ze sobą powiązane. Z jednej strony mamy branżę transportową, spłacającą swoje zobowiązania związane z pozyskaniem i utrzymaniem floty. Z drugiej strony są dostawcy pojazdów, którzy muszą zapewnić bieżącą obsługę tych pojazdów, ciągłą dostępność części zamiennych, dyspozycyjność mechaników i innego personelu wspierającego. Z tym wiąże się walka o sprawne utrzymaniem płynności finansowej. Ważne jest szukanie wspólnych rozwiązań opartych na zaufaniu, ale też swojego rodzaju kompromisie, bo każdy z nas posiada zobowiązania finansowe, z których musi się terminowo wywiązywać. Myślę, że ta sytuacja pokazuje również, że powinniśmy wszyscy budować nasze biznesy w oparciu o dywersyfikację. Nie można uzależniać się tylko od jednego partnera czy branży. Dzisiaj wyraźnie widać, że niektórzy przedsiębiorcy radzą sobie bardzo dobrze, np. działający w branży budowlanej, chemicznej, spożywczej itp. Natomiast mocno została dotknięta ta część przedsiębiorców, którzy działają np. w branży automotive.

 

Jakie są prognozy na ten rok? Co będzie determinować, a co hamować rozwój rynku?

W sytuacji, w jakiej obecnie się znaleźliśmy, sprzyja przewoźnikom niska cena paliwa oraz wysoki kurs euro. Te dwa czynniki trochę złagodziły spadek przychodów. Sprzedaż pojazdów użytkowych w kolejnych miesiącach powinny napędzać programy stymulujące wymianę floty na nową. One są dyskutowane w wielu krajach Unii Europejskiej. Rząd niemiecki przedłużył zwolnienia z mautu dla pojazdów napędzanych gazem, co też przyczyni się do tego, żeby z jednej strony odświeżać floty pod kątem rozwiązań ekologicznych, a z drugiej stymulować firmy przewozowe do inwestycji w nowe technologie. Tego typu zwolnienia z opłat na pewno wpłyną na szybszy zwrot inwestycji w środki transportu.

Coraz więcej spraw będzie teraz wymagało większego wybiegania w przyszłość, dywersyfikacji usług i wykorzystania na dużą skalę nowych osiągnięć technicznych. Jeszcze większej digitalizacji pracy i procesów, odejścia od standardowej papierowej biurokracji. Rewolucja technologiczna już ma miejsce i od niej nie uciekniemy.