Tomasz Kujawa

Pandemia szczególnie dotkliwie odcisnęła piętno na rynku naczep, który do końca kwietnia skurczył się o 51%. Czego możemy się spodziewać w tym roku i kiedy rynek nadrobi straty, pytamy Tomasza Kujawę, członka zarządu, dyrektora handlowego w Pozkrone.

 

 

 

W marcu i kwietniu rynek pojazdów użytkowych odnotował gigantyczne spadki sprzedaży. Fabryki musiały zwolnić lub całkowicie przerwać produkcję. Czy te straty są możliwe do odrobienia?

Myślę, że straty jeśli w ogóle będą możliwe do odrobienia, to w bardzo długim czasie. Ale nie należy patrzeć wstecz. Co było, to było. Teraz trzeba się skoncentrować na przyszłości i opracowaniu najlepszych rozwiązań na czas po pandemii.

 

Jakie panują dzisiaj nastroje wśród firm transportowych? Czy są skłonne inwestować w nowe pojazdy?

Mam nadzieję, że wszystko powoli wraca do normy. Oczywiście to będzie nowa rzeczywistość także ta transportowa, ale po marcu i kwietniu, które wszyscy chcemy, jak najszybciej wymazać z pamięci, maj był już nieco lepszym miesiącem pod względem zarówno sprzedaży, jak i transportu. Część klientów inwestuje w nowe pojazdy według założonych planów i to się nie zmienia, inni weryfikują swoje plany, np. częściowo je redukując. Najważniejsze, aby w tym trudnym czasie znaleźć porozumienie i wspólną drogę na przyszłość z naszymi klientami.

 

Już od jakiegoś czasu mówiło się o nadchodzącym kryzysie. W jakim stopniu koronawirus się do niego przyczynił?

Spowolnienie było widoczne już od zeszłego roku. Fabryki pracowały na nieco zmniejszonych obrotach. Jednak koronawirus przyspieszył tę słabnącą tendencję. Na szczęście fabryka Krone obecnie działa bez zakłóceń, a rejon, w którym się ona znajduje, jest praktycznie wolny od zakażeń Covid-19.

 

Jakie są prognozy na ten rok: pesymistyczna i optymistyczna?

Pesymistyczna to taka, że nadejdzie kolejna fala wzrostu zakażeń koronawirusem i oby to już nigdy nie nastąpiło. Prognoza optymistyczna to systematyczny powrót do normalności, a co za tym idzie wzrost popytu na nowe naczepy.